Kazanie ks. Leszka Leszkiewicza na Mszy św. w „Niedzielę misyjną”

Mszy św. rozpoczynającej tydzień misyjny przewodniczył ks. Leszek Leszkiewicz, który kilka lat pracował w Ekwadorze, a w te wakacje, wraz z klerykami odwiedził Peru. Na początku bardzo mocno zarysował, czym misje tak naprawdę są. Zwrócił uwagę, że nie ograniczają się one do uczestnictwa w kółkach zainteresowań jak Ognisko Misyjne, czy we Mszach świętych o takim charakterze, ale że ta sprawa dotyczy nas wszystkich, bo misje są w gruncie rzeczy ciągłym odnawianiem swojego zapału ewangelizacyjnego, burzeniem w sobie, w swoim sercu utartych schematów myślenia i działania, które nierzadko nie pozwalają nam spotkać się z radością z Bogiem. Ks. Leszek przypomniał, że Kościół jest z natury misyjny.
Zaraz po tych słowach padło pytanie o to, kto myślał, aby zostać misjonarzem fidei donum. Podniosła się jedna nieśmiała ręka, na co kaznodzieja odpowiedział kolejnym pytaniem – czy jesteśmy szczęśliwi tu i teraz, i czy to wypływa ze znajomości Jezusa? Stwierdził, że jesteśmy smutni, kiedy przychodzimy na Msze św. oraz zapytał, dlaczego dla nas niedzielna Eucharystia jest obowiązkiem. Ks. Leszek przypomniał, że ciągle trzeba nam snuć przemyślenia na temat mijającego już roku wiary. Dobitnie zwrócił uwagę na to, że musimy być szczęśliwi z faktu, iż jesteśmy wierzącymi. Człowiekowi, który wykazuje się taką postawą, nie sposób jest nie dzielić się z innymi, a to właśnie znaczy być misjonarzem. Jedynym powodem, dla którego możemy być smutni jest to, że inni mogli jeszcze nie poznać szczęścia spotkania z Jezusem. Ks. Leszek przytoczył słowa modlitwy, która dla niego jest szczególnym przykładem modlitwy misjonarza i zachęcił nas do niej: „Panie, pozwól mi zburzyć to, co do tej pory zbudowałem, a jak nie dam rady, to Ty to zburz”. Powołując się na 13 rozdział Dziejów Apostolskich, który traktuje o posłaniu Pawła i Barnaby przekonywał, że Duch Św. pragnie, abyśmy szli za nim zamiast zostawać w miejscach, gdzie nam wygodnie. Bardzo mocno wybrzmiały słowa, że nie możemy bać się dzieła, do którego Bóg nas powołuje. Nawiązując do słów papieża Franciszka ks. Leszek stwierdził, że najpierw trzeba ewangelizować własne serce. Zwrócił się do zebranych, aby popatrzyli ile chwastów mają w sobie. Mówił, że trzeba nam nieraz zapłakać. Poprosił też, abyśmy w tym tygodniu misyjnym ewangelizowali jakiś obszar naszego domu seminaryjnego.
Kończąc niedzielną homilię ks. Leszek zaprosił zebranych do refleksji na temat tego, jak teraz i w przyszłości włączymy się w misyjne dzieło Kościoła i jak posłuchamy Ducha Św. Wspomniał też, że gdy ktoś myśli na misjach o wzbogacaniu się – jest zwykłym rozbójnikiem. Wyjazd na misje nie da nikomu fortuny, w znaczeniu pieniędzy, ale da na pewno wielką fortunę, którą jest radość. Kaznodzieja podzielił się również swoim świadectwem z pracy misyjnej mówiąc, że tam gdzie najbardziej nie chciał iść na parafię ze względu na ludzi, którzy nie chcieli zagranicznego kapłana, tam najlepiej mu się później pracowało i najtrudniej było stamtąd wyjechać. Ks. Leszek szczególnie zwrócił uwagę na to, że tam właśnie, na misjach, w tak trudnych warunkach, dało się szczególnie odczuć działanie Boga w jego życiu. Zakończył kazanie zachętą, abyśmy umieli słuchać, co mówi do nas Duch Św. i nie bać się zniszczyć w nas tego, co czyni nas nieszczęśliwymi, bo z nami jest Pan.

Drukuj   E-mail