Spotkanie z p. Barbarą Rajczyk - misjonarką w Indiach

Na spotkaniu ogniska misyjnego gościliśmy niezwykłego gościa, panią Barbarę Rajczyk.
Z wielkim przejęciem alumni słuchali jej świadectwa o posłudze wśród ubogich Indii. Pani Barbara miała szczęście przez dwa lata razem z bł. Matką Teresą z Kalkuty zajmować się umierającymi w tym mieście. Rozpoczęła od  przybliżenia postaci błogosławionej. Szczególnie podziw budziła jej pokora, posłuszeństwo wezwaniu Jezusa oraz całkowite oddanie misji przez Niego zleconej. Adorowała Jezusa w Najświętszym Sakramencie , a następnie w ludziach. Założyła umieralnie, aby ludzie z marginesu społecznego mogli umrzeć w godnych warunkach, otoczeni miłością. Trędowaci są skazani opuścić rodzinę i dom,  i w tych miejscach znajdują bezpieczną przystań.

Następnie pani Barbara opowiedziała o swojej pracy. Znalazła się w jednej z umieralni wśród siedemdziesięciu innych wolontariuszy. Każdy znał swoje miejsce, wiedział, co ma robić, mimo wielkiej liczby konających. Przed drzwiami czekały wygłodniałe dzieci. Nigdy nie zapomni oczu głodnych dzieci, którzy żywią się jedynie odpadkami ze śmietnika. Jest on źródłem wielu chorób, skutkiem czego są one dotknięte ślepotą, niedorozwojem umysłowym czy innymi schorzeniami. Obok toczy się życie bogatych. Indie to kraj kontrastów. Częstym obrazem jest leżący żebrak i przechodzący koło niego bogacz, który się w  ogóle nie zainteresuje jego losem. Nie wynika to z braku sumienia, ale bardziej z wierzeń religijnych. Religia usprawiedliwia taki stan rzeczy najuboższych. Głosi ona, że człowiek w cyklu wcieleń ma wyznaczoną pozycję, której nie można zmieniać. Nasza misjonarka słyszała jak pięć do dziewięciu raz dziennie rozbrzmiewała w świątyniach modlitwa i śpiewy. Tamtejsi ludzie wierzą w sprawiedliwość bożą, ale brak temu miłości.

Refleksja pani Barbary zatrzymuje się na wartości cierpienia. Wiele razy zadawała sobie pytanie: dlaczego tyle w świecie cierpienia? Odpowiedzią jest krzyż Chrystusa. W rozpadającym się ciele biedaka widzi żywego Jezusa, który pragnie miłości.  Bez miłości do człowieka niemożliwa jest miłość do Boga. Przypomina sobie dużo mówiący napis nad umywalnią w umieralni: „Ciało Chrystusa”. Matka Teresa kiedyś powiedziała, że gdyby nie widziała w bliźnim Chrystusa, nie dotknęłaby nigdy trędowatego. Rozpoznać Jezusa w drugim człowieku można jedynie po spędzeniu długiego czasu na kolanach. Misjonarka pamięta jak pewnego razu chora, którą się zajmowała, z powodu bólu często ją wyzywała. Po pewnym czasie, nie mogąc już dłużej tego wytrzymać poprosiła jedną z sióstr o zmianę. Wówczas usłyszała: ten chory to Jezus. Czy Jezus wyzywa? Nie. To tylko jej zewnętrzna powierzchnia przeklina, bo nie może sobie poradzić z bólem. Te słowa dały jej dużo do myślenia. Uświadomiła sobie, że miłość wiele kosztuje, ale jeśli rzeczywiście kochamy Jezusa, nic nie jest niemożliwe. On nam daje siły. Wraz z innymi woluntariuszami od sióstr misjonarek uczyła się ślepego zaufania Bogu. Pewnego razu zabrakło im jedzenia dla chorych i zaczęła się zamartwiać tym faktem. Siostry natomiast wykonując swoje obowiązki modliły się w ciszy. Zaledwie kwadrans przed porą obiadową zjawiła się u nich para bogatych hindusów, która przyniosła mnóstwo jedzenia. Nie dość, że nie brakło, to jeszcze zostało. Wówczas zdała sobie pytanie: Jaka jest moja wiara?

Pani Basia opisuje niezwykłe sceny z życia Matki Teresy. Szczególnie zaznaczały się one w skupieniu na modlitwie. Gdy przenosiła Jezusa do monstrancji na adoracji, jej wyraz twarzy przypominał matkę trzymającą w rękach swoje ukochane dziecko. Zajmowała zawsze ostatnie miejsce i uważała się za ostatnią ze wszystkich sióstr. W czasie spotkania padło pytanie, jak doszło do tego, że misjonarka wyjechała do Indii? Odpowiedź była zaskakująca, gdyż losy pani Barbary były zaplanowane przez Boga w przedziwny sposób. Kiedy była w Lourdes, prosiła, sama nie wie dlaczego, o możliwość wyjazdu do Indii. Po krótkim czasie otrzymała od znajomego telefon, że ma tam z nim jechać. Kwestia finansowa na to jednak nie pozwalała. Od tego momentu, w dziwny sposób dostawała od innych osób pieniądze. Przygotowywała transporty leków do Kalkuty. Głównym motywem wyjazdu było dotknięcie cierpiącego Chrystusa i upewnienie się czy te leki są rzeczywiście potrzebne. Po roku uzbierała potrzebną sumę i mogła zrealizować swoje pragnienie. Teraz, mimo przebytych dwóch chorób nowotworowych oraz problemów z kręgosłupem, czuje się szczęśliwa. Określiła się jako osoba zakochana w Chrystusie. Opowiedziała nam także o spotkaniach i poświęceniu innych misjonarzy, duchownych i świeckich, posługujących wśród biedoty Indii, m.in. o. Wiśniewski, o. Dziewodaj, s. Stefania.

Na zakończenie zachęciła alumnów zgromadzonych na spotkaniu do walki o świętość życia, w przyszłości kapłańskiego i ofiarną miłość, która winna być przed wszystkim. Świadectwo pani Barbary wywarło silne wrażenie na każdym bez wyjątku. Jesteśmy wdzięczni pani Barbarze za to spotkanie. Obyśmy mogli sprostać wymogom Ewangelii tak, jak tego oczekuje powołujący Pan.

Drukuj   E-mail